Grammatical Garden
Or
the Arbor of Accidence Pleasantlie open'd to Tender Wits   
Główna GOJW Zdjęcia Kulinaria Śpiewnik Inne Linki O mnie
Ballada majowa Ballada o Cześku Piekarzu Ballada o krzyżowcu Ballada o Świętym Mikołaju Bar w Beskidzie Bellonika z miastem Beskid (A w Beskidzie rozzłocony buk) Bez słów Biedny ktoś, smutny nikt Bieszczadzkie anioły Bukowina I Bukowina II Burza Chory na wyobraźnię Czarny blues o czwartej nad ranem Dość jest (Leonardo) Gloria Głupi Gienek Gór mi mało Jak Jaka jesteś Jesienna zaduma Jesienne wino Jesień idzie Jeszcze nie czas Kiedy góral umiera Leluchów Majster Bieda Miasto I Miasto II Miła Modlitwa o wschodzie słońca Modlitwa wędrownego grajka Naprawdę nie dzieje się nic Nie rozdziobią nas kruki Niebo do wynajęcia Nocna piosenka o mieście Nuta z Ponidzia Ocean Opadły mgły Pejzaże harasymowiczowskie Pieśń na wyjście Piosenka (Znów wędrujemy) Piosenka bez tytułu Piosenka dla Wojtka Bellona Piosenka o szabli Piosenka o zajączku Piosenka turystyczna I Piosenka turystyczna II Piosenka wiosenna Polanka Polsko-ruska Madonna Poślę dziewczynie Ponidzie (Miłkiem wyzłocony kraj...) Plastelina Pod kątem ostrym Połoniny niebieskie Przerwa w podróży Rozmyślania nad wodospadem (Idę dołem a ty górą) Rzeka Scarlett Sen Katarzyny II Sielanka o domu Słonecznik Tęsknica U studni W Bielicznej W domu W górach jest wszystko co kocham W lesie listopadowym We wtorek w schronisku po sezonie Wiatr i chmura Wiewiórka/Palto Zapiszę śniegiem w kominie Zegarmistrz światła Zostanie tyle gór Zwiewność

Piosenka wiosenna

sł W. Bellon, muz W. Jarociński

Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata ehCD
Na ulic fletach, na nitkach babiego lata ehCD
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach GDGC
I wrześnie, i stycznie, i maje fishCa7D
I zagubione dźwięki i barwy na płótnach Flaminka ha7D
I słońce wędrujące promienia ścieżynką. hCa7D

             Graj nam, graj pieśni skrzydlata GDCG
            Wiosna taniec nasz niesie po łąkach hCa7D
            Zatańczymy się w sobie do lata GDGDC
            Zatańczymy się w siebie do końca. GDCDG

A blask co oświetla me ręce, gdy piszę
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy
Przez okno wyciekł, pełno go, a teraz chmara wronia
Dziobi się w dziobów końcach a w ogonach ogoni
A pieśń moja to niknie, to wraca
I nie wiem co bym zrobił, gdybym ją utracił.

Ballada majowa

sł J. Baran, muz K. Myszkowski

Brnąłem do ciebie maju DA
Przez mrozy i biele, 7h
Przez śnieżyce i zaspy G fis
I lute zawieje GA
Przez bezbarwne, szpitalne
Korytarze stycznia
W tych korytarzach słońce
Gasło ustawicznie

             A teraz maj dokoła maj DA
             Wyświęca ogrody G7 h
             I cały ja i cały ja GD
             Zanurzony w Jordanie pogody GA
             A teraz maj i maj i maj
             Dokoła się święci
             Od wonnych bzów szalonych bzów
             Wprost w głowie się kręci.

I płyną przeze mnie dmuchawce
Jak dzieciństwa echa
I wielka jest majowa moc
Kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
Śpi w twoim wnętrzu chłopiec
W chłopcu pierwszy zachwyt poznaję
Z twoich ziaren wyrosną sady
Strudzonemu pielgrzymką ulżyj
Dodaj wiary

Plastelina

sł D. Wawiłow, muz P. Bachorski

La la la la la... C G a G /x2

Ulepiłam sobie domek C
Z niewidzialnej plasteliny G
Dwa okienka, dwa kominy aF
Z niewidzialnej plasteliny G
A w okienkach kwiatki bratki
Z niewidzialnej plasteliny
A dla taty krawat w kratki

Z niewidzialnej plasteliny
Ulepiłam sobie pieska, mięciutkiego z czarnym pyszczkiem
Lalki Kasię i Tereskę i pistolet i siostrzyczkę
Namęczyłam się okropnie, stłukłam łokieć zbiłam szklankę
Mamo, tato chodźcie do mnie mam tu dla was niespodziankę

Czemu na mnie tak patrzycie i zdziwione macie miny?
Czyście nigdy nie widzieli niewidzialnej plasteliny?

Sielanka o domu

sł W. Bellon, muz W. Juszczyn

A h cis A7 D E9 A A7
A jeśli dom będę miał, to będzie bukowy koniecznie
h E9 cis A7 D E4 E
Pachnący i słoneczny - wieczorem usiądę wiatr gra
A A7 D E A h cis a0
A zegar na ścianie gwarzy, dobrze się idzie panie zegarze
h E7 cis A7
Tik tak; tik-tak; tik-tak
D D E7 E7
Świeca skwierczy i mruga przewrotnie
A h cis a0 h E7 cis a0
Więc puszczam oko do niej - dobry humor dziś pani ma
h E7 A A
Dobry humor dziś pani ma

             Szukam szukania mi trzeba AAEE
             Domu gitarą i piórem GDAA
             A góry nade mną jak niebo AAEE
             A niebo nade mną jak góry GDdAA

Gdy głosy usłyszę u drzwi, czyjekolwiek wejdźcie poproszę
Jestem zbieraczem głosów a dom mój bardzo lubi gdy
Śmiech ściany mu rozjaśnia i gędźby lubi i pieśni
Wpadnijcie na parę chwil, jeśli los was zawiedzie w te strony
Bo dom mój otworem stoi dla takich jak wy,
Dla takich jak wy

Zaproszę dzień i noc, zaproszę cztery wiatry
Dla wszystkich drzwi otwarte - ktoś poda pierwszy ton
Zagramy na góry koncert, buków porą pachnącą
Nasiąkną ściany grą, a zmęczonym wędrownikom
Odpocząć pozwolą muzyką, bo taki będzie mój dom
Bo taki będzie mój dom 2x

W górach jest wszystko co kocham

sł J Harasymowicz, muz A Mróz

             W górach jest wszystko, co kocham GC
             Wszystkie wiersze są w bukach DG
             Zawsze kiedy tam wracam
             Biorą mnie klony za wnuka

Zawsze kiedy tam wracam GG7C
Siedzę na ławce z księżycem DD7G
I szumią brzóz kropidła
Dalekie miasta są niczem

Ja się tu urodziłem w piśmie
Ja wszystko górom zapisałem czarnym
Ja jeden znam tylko Synaj
Na lasce jałowca wsparty

I czerwień kalin, jak cyrylica pisze
I na trombitach jesieni głosi bór
Że jedna jest tylko mądrość
Dzieło zdjęte z gór

Bar w Beskidzie

sł i muz W. Jarosz

Jeśli chcesz z gardła kurz wypłukać GD
Tu każdy wskaże ci drogę CD
W bok od przystanku PeKaeSu GD
W prawo od szosy asfaltowej. CDG
Kuszą napisy ołówkiem kopiowym GD
Na drzwiach od dziesiątej otwarte. CD
Dziś polecamy kotlet mielony GD
I lokal kategorii czwartej. CDG

             Lej się chmielu, lej się chmielu GD
             Nieś muzyko po bukowym lesie. CG
             Panna Zosia ma w oczach dwa nieba, eh
             Trochę lata z nowej beczki przyniesie. CD

W środku chłopaki rzucają łaciną
O sufit i cztery ściany,
Dym z extra mocnych strzela jak szampan,
Bledną obrusy lniane.
Za to wieczorem, gdy lipiec duszny
Okna otworzy na oścież,
Gwiazdy wpadają do pełnych kufli
Poobgryzanych jak paznokcie.

Kiedy chłopaki na nogach z waty
Wracają po mokrej kolacji
Świat się jak okręt morski kołysze,
Gościniec dziwnie ślimaczy.
A czasem który ze strachem na wróble
Pogada o polityce.
Jedynie cerkiew marszczy zgorszona
Szorstkie od gontów lica.

Niebo do wynajęcia

sł i muz R. Kasprzycki

Na tablicy ogłoszeń, pod hasłem "lokale" aa
Przeczytałem przedwczoraj ogłoszenie ciekawe aa
Na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem dd
Ktoś nabazgrał słów kilka, dziwna była ich treść aa

             Niebo do wynajęcia Gea
             Niebo z widokiem na raj Gea
             Tam gdzie spokój jest święty no i G
             Święci są pańscy ea
             Szklanką ciepłej herbaty poczęstuje cię Pan Gea

Pomyślałem "to świetnie, takie niebo na ziemi
Grzechów nikt nie przelicza, nikt nie szpera w szufladzie"
Pomyślałem "to świetnie" i spojrzałem na adres
Lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem gdzie jest

Gdy wróciłem do domu, gdzie się błękit z betonem
Splata w Babel wysoki, sięgający do chmur
Zaparzyłem herbatę w swym pokoju nad światem
Myśląc "nic nie straciłem, pewnie tak jest i tam..."

Jaka jesteś

sł i muz T. Lewandowski

Jesteś bitwą moją nieskończoną De
W której ciągle o przyczółek walczę GAD
Jesteś drzwiami które otworzyłem
A potem przycięły mi palce

             Jesteś kartką z kalendarza
             Zagubioną gdzieś pomiędzy szufladami
             I ulicą na której co dzień
             Uciekałem między latarniami

Jesteś mgłą ogromną niezmierzoną
Ciszą huku i łoskotem w ciszy
Jesteś piórem i wyblakłą kartką
Którym i na której dzisiaj piszę

Przyszłaś do mnie a ja nie spostrzegłem
Dzisiaj tylko mogę mówić byłaś
Nie wiem czy na jawie wzięłaś mnie za rękę
Czy jak wszystko ty się tylko śniłaś

Pod kątem ostrym

sł A Ziemianin muz K Myszkowski

Dom mój ostatnio CF
Ledwo stał na nogach Ga
Stół nawet przechylał się HF
Kiedy jadłem obiad CGD4DG

Podłoga grzbiet prężyła
Klepki aż trzeszczały
Jakoś tak nie mogłem
Złapać równowagi

Przechylił się mrocznie
Mój dom na chwilę
I mieszkałem kątem
Na równi pochyłej

Dobrze, że wróciłaś
Kwiaty w wazonie
Znów oswojone
Cicho piją wodę

Sen Katarzyny II

sł i muz J. Kaczmarski

Na smyczy trzymam filozofów Europy GDG
Podparłam armią marmurowe Piotra stropy GDe
Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie CDe
A wokół same zające i jelenie CDG
Pałace stawiam, głowy ścinam Fis h
Kiedy mi przyjdzie na to chęć Fis GD
Mam biografów, portrecistów C e
I jeszcze jedno pragnę mieć CDG

             Stój, Katarzyno! Koronę carów eaea
             Sen taki jak ten może ci z głowy zdjąć! eaCDG

Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów
Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów
Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie
Już wolę łowić zające i jelenie
Ze wstydu potem ten i ów
Rzekł o mnie - niewyżyta Niemra
I pod batogiem nago biegł
Po śniegu dookoła Kremla

Kochanka trzeba mi takiego jak imperium
Co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią
Co by i władcy i poddańca był wcieleniem
By mi zastąpił zające i jelenie
Co by rozumiał tak jak ja
Ten głupi dwór rozdanych ról
I pośród pochylonych głów
Dawał mi rozkosz, albo ból

             Gdyby się kiedyś kochanek taki znalazł... e a e a
             Wiem! Sama wiem! Kazałabym go ściąć! e a C D G

W lesie listopadowym

sł J. Harasymowicz, muz A. Koczewski

             Wokół góry, góry i góry aEa
             I całe moje życie w górach Ea
             Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają CG
             Niż śpiewak płatny na chórach Ea
             Wokół lasy, lasy i wiatr
             I całe życie w wiatru świstach
             Wszyscy których kocham wita was
             Modrzewia ikona złocista

Jak łasiczki ścieżka w śniegach dEa
Droga życia była kręta GC
Teraz z lasów zeszła na mnie dEa
Młodych jodeł zieleń święta. Ea
Nieludzką ręką malowany jest
Wielki smutek duszy mojej
Lecz nawet Złockiej Ikonie
Ja nigdy nic nie powiem.

Ważne są tylko kopuły pieśni
Które na górze wysokiej zostaną
Nikt nie szuka inicjałów cieśli
Gdy cieśle dom postawią.
Przyjaciele, którzy jemioły czcicie
Dobrze, że chodzicie światem
Wkrótce jodełkę zieloną spalicie
By darzyła was ciepłym latem.

Głupi Gienek

sł A Ziemianin muz K Myszkowski

Gienek gra na gitarze DA
Miał być szewcem G
Lecz mu nie wyszło D
Za oknem jesień eh
Przybija podkówki eh
Chyba na przyszłość GA7

             Gitara Gienka D
             Jest taka cienka A
             Po prostu - mało ma strun DA
             Lecz Gienek jej wierzy GD
             Wie że struna pęka eh
             Zwłaszcza gdy cienka C
             I już A7

Gienek nie będzie
Już szewcem
Bo wbił sobie w głowę gwóźdź
Woli gitarę
Mieć za żonę
Z gitarą bierze ślub

Jesień idzie

sł A. Waligórski, muz O. Grotowski

Raz staruszek spacerując w lesie e A7 eA7
Ujrzał listek przywiędły i blady e A7 h7 H7
I pomyślał - znowu idzie jesień e A7 e A7
Jesień idzie - nie ma na to rady C H7 e

I podreptał do chaty po dróżce CDGe
I powiedział stanąwszy pod chatą CDGe
Swojej żonie, tak samo staruszce CDGe
Jesień idzie - nie ma rady na to C H7 e

A staruszka zmartwiła się szczerze
Zamachała rękami obiema
Musisz zacząć chodzić w pulow erze
Jesień idzie - rady na to nie ma

Może zrobić się zimno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro
Nie ma rady - jesień, jesień idzie

A był sierpień, pogoda prześliczna
Wszystko w złocie trwało i w zieleni
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni

Ale cóż, oni żyli najdłużej
Mieli swoje staruszkowe zasady
I wiedzieli, że wcześniej, czy później
Jesień przyjdzie – nie ma na to rady.

Bukowina I

sł i muz W. Bellon

W Bukowinie góry w niebie postrzępionym a7d7e7a7
W Bukowinie rosną skrzydła świętym bukom a7d7e7a7
Minął dzień wiatrem z hal rozdzwoniony C7+GC7+ a7
I nie mogę znaleźć Bukowiny d7 e7 a7
I nie mogę znaleźć d7 e7 a7
Chociaż gwiazdy mnie prowadzą, ciągle szukam d7a7e7a7

W Bukowinie zarośnięte echem lasy
W Bukowinie liść zieleni się i złoci
Śpiewa czasem banior ciemnym basem
I nie mogę znaleźć Bukowiny - i nie mogę znaleźć
Choć już szukam godzin krocie i dni krocie

W Bukowinie deszczem z chmur opada
Okrzyk ptasi zawieszony w niebie
Nocka gwiezdną gadkę górom gada
I nie mogę znaleźć Bukowiny - i nie mogę znaleźć
Choć mnie woła Bukowina wciąż do siebie

Bukowina II

sł i muz W. Bellon

Dość wytoczyli bań próżnych przed domy kalecy CdFC
Żyją jak żyli, bezwolni, głusi i ślepi CdFC
Nie współczuj, szkoda łez i żalu dGe
Bezbarwni są, bo chcą być szarzy dGCea
Ty wyżej, wyżej bądź i dalej eFFis GC
Niż ci, co się wyzbyli marzeń. eFFis GC

             Niechaj zalśni Bukowina w barwie malin CFG
             Niechaj zabrzmi Bukowina w wiatru szumie CGF
             Dzień minął, dzień minął, nadszedł wieczór CdC
             Świece gwiazd zapalił FG
             Siadł przy ogniu, pieśń posłyszał i umilkł. CdFC

Po dniach zgiełkliwych, po nocach wyłożonych brukiem
W zastygłym szkliwie gwiazd neonowych próżno szukać
Tego, co tylko zielonością
Na palcach zaplecionych drzemie
Rozewrzyj dłonie, mocniej, mocniej
Za kark chwyć słońce, sięgnij w niebo

Odnaleźć musisz, gdzie góry chmurom dłoń podają
Gdzie deszcz i susza, gdzie lipce, październiki, maje
Stają się rokiem, węzłem życia,
Swój dom bukowy zawieszony
U nieba pnia, kroplą żywicy
Błękitny, złoty i zielony.

Połoniny niebieskie

sł M. Dutkiewicz, muz A. Drąg

Gdy nie zostanie po mnie nic CFCF
Oprócz pożółkłych fotografii CFCG
Błękitny mnie przywita świt eFCG
W miejscu co nie ma go na mapie. CFC

A kiedy sypną na mnie piach
Gdy mnie okryją cztery deski
To pójdę tam gdzie wiedzie szlak
Na połoniny, na niebieskie.

Podwiezie mnie błękitny wóz
Ciągnięty przez błękitne konie
Przez świat błękitny będzie wiózł
Aż zaniebieszczy w dali błonie.

Od zmartwień wolny i od trosk
Pójdę wygrzewać się na trawie
A czasem gdy mi przyjdzie chęć
Z góry na ziemię się pogapię.

Popatrzę jak wśród smukłych malw
Wiatr w przedwieczornej ciszy kona
Trochę mi tylko będzie żal
Że trawa u was tak zielona.

Majster Bieda

słowa i muzyka: W. Bellon

Skąd przychodził, kto go znał DG
Kto mu rękę podał kiedy DGA
Nad rowem siadał, wyjmował chleb DA
Serem przekładał i dzielił się z psem fis h
Tyle wszystkiego co z sobą miał Agfis e
Majster Bieda AD
Gfis e AD

Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca, śpiewał do gwiazd
Drogę bez końca co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda

Nikt nie pytał skąd się wziął
Gdy do ognia się przysiadał
Wtulał się w krąg ciepła, jak w kożuch
Znużony drogą, wędrowiec Boży
Zasypiał długo gapiąc się w mrok
Majster Bieda

Aż nastąpił taki rok DG
Smutny rok, tak widać trzeba DD7GA
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną DA
Miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło fis h
I choć niejeden wytężał wzrok AG
Choć lato pustym gościńcem przeszło AG
Z rudymi liśćmi - jesieni schedą AG
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość AG
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość AG
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość AGA
Majster Bieda D

Miasto

sł i muz K. Jurkiewicz

Ciemną nocą, po schodach uliczek, CFG
Po gorących Mostu kamieniach, CFG
Pełen piwa łeb niosę w chmurach FG
I gitarę i pustkę w kieszeniach... CFG/C

             Żegnam się z Miastem, które stało się moje, CFCFCG
             Jego wieże, jego drogi- kroki moje FCGC
             Żegnam się z Miastem, jego Mostem, gdzie wieczorem CFCFCG
             Spadały gwiazdy monet za muzykę FCGC

Nazbierałem po całym Mieście
Sprawy ważne i te, nic nie warte:
Ot, w podeszwach dziury na wylot,
Bicie dzwonów, bramy otwarte...

Gwiazdy w rzece – tu się zaczyna
I tu kończy opowieść moja
Chciałbym dzisiaj, jak wtedy wi eczorem
Siedzieć z Tobą na moście Karola

Chory na wyobraźnię

sł i muz M. Zadura

Dawno już w mieście drwił z niego każdy ad
Pośmiewiskiem był ludziom na co dzień ad
Ot wariat - chory na wyobraźnię FCFC
Wiecznie w drodze spóźniony przechodzeń dE
Dokąd idziesz pytali go bliscy
Z tego bracie to trzeba się leczyć
A on brał tekturową walizkę
I wychodził obrazom naprzeciw mówiąc:

             Idę tam, gdzie bezmiar błękitu CGda
             Światłocienie Cyprysów przy drodze CGda
             Feerią barw każdy ranek rozkwita FCFC
             Chociaż wiem, że do celu nie dojdę dE

Gdy malował świat milkł jak zaklęty
Kurczył się w skrawek płótna na ramach
A on pieścił je jak pierś kobiety
W siedmiobarwnych tęcz kreskach i plamach
Kiedy skończył wpatrywał się w ciszy
By natchnieniem nasycić znów duszę
A gdy już dał się marszandom wykpić
Pił noc całą, by z brzaskiem wyruszyć mówiąc:

Piosenka (Znów wędrujemy)

sł K K Baczyński muz G Turnau

Znów wędrujemy ciepłym krajem eD
Malachitową łąką morza eCh
Ptaki powrotne umierają eD
Wśród pomarańczy na rozdrożach C (CD)

Na fioletowo-szarych łąkach CD
Niebo rozpina płynność arkad GC
Pejzaż w powieki miękko wsiąka, ae
Zakrzepła sól na nagich wargach Cde (DCh) A wieczorami w prądach zatok
Noc liże morze słodką grzywą
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
Wiatrem sparzone jak pokrzywą

Przed fontannami perłowymi
Noc winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach

Przed fontannami...

Czarny blues o czwartej nad ranem

sł E. Stachura, muz K. Myszkowski

Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie A cis (E cis)
Może mnie odwiedzisz. DA (DEA)

Czemu Cię nie ma na odległość ręki? AE
Czemu mówimy do siebie listami? fis cis
Gdy Ci to śpiewam u mnie pełnia lata DA
Gdy to usłyszysz będzie koniec zimy DE
Czemu się budzę o czwartej nad ranem AE
I włosy Twoje próbuję ugłaskać fis cis
Lecz nigdzie nie ma Twoich włosów DA
Jest tylko blada nocna lampka DE
Łysa śpiewaczka fis

Śpiewamy bluesa bo czwarta nad ranem
Tak cicho żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, ze rodem z Manhattanu
Czwarta nad ranem...

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list Twój sam się czyta.
Że można go śpiewać.
Za oknem mruczą bluesa
Topole z Krupniczej.
I jeszcze strażak wszedł na solo.
Ten z Mariackiej wieży.
Jego trąbka jak księżyc
Biegnie nad topolą.
Nigdzie się jej nie śpieszy.

Już piąta. Może sen przyjdzie. Może mnie odwiedzisz.

Jak

sł E. Stachura, muz K. Myszkowski

Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem DAGD
Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem eGD
Jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona wasze
A tu są nasze, a tu są nasze.

Jak suchy szloch w te dżdżystą noc
Jak winny czy niewinny sumienia wyrzut
ze się żyje, gdy umarło tylu, tylu, tylu

Jak suchy szloch w te dżdżysta noc
Jak lizać rany celnie zadane
Jak lepić serca w proch potrzaskane.

Jak suchy szloch w te dżdżysta noc
Pudowy kamień, pudowy kamień
Ja na nim stanę, on na mnie stanie
On na mnie stanie, spod niego wstanę

Jak suchy szloch w te dżdżystą noc
Jak złota kula nad wodami
Jak świt pod spuchniętymi powiekami.

Jak zorze mile śliczne polany
Jak słońca pierś, jak garb swój nieść
Jak do was siostry mgławicowe
Ten zawodzący śpiew

Jak biec do końca, potem odpoczniesz
Potem odpoczniesz, cudne manowce
Cudne manowce, cudne, cudne manowce

Dość jest/Leonardo

Ja nie wesoła, ale z kokardą
Lecę do słońca, hej Leonardo!
A ja się kręcę, bo stać nie warto
Naprzód planeto, hej Leonardo!

             Dość jest wszystkiego
             Dojść można wszędzie
             Dość jest wszystkiego
             Dojść można wszędzie

Diabeł mnie trzyma, targa za włosy
Dokąd wariatko, chcesz wyruszyć?
A ja gotowa, ja z halabardą
Lecę do słońca, hej Leonardo!

Panie w koronie, Panie z liczydłem
Nie chce być mrówką – ja chcę być szczygłem
A moja sława, droga, muzyka
Do brązowego życia pomyka

Przyszłam z bylekąd, ale co z tego
Zmierzch daleko, hej kolego!
Odłóżmy sprawę kochany synku
Na jakieś dziesięć miejsc po przecinku…

W domu

Adam Drąg

Matka suszyła na zimę gruszki
Przyłóż ten zapach do ust, do poduszki

             Nocą świeciły szyby w kredensie
             Gwiazdy mrugały rzęsa po rzęsie
             Dom cały pachniał po ciemku
             Spokojne sny się lęgły w jej ręku

Wysoko je kładła na górne półki
Siedziały jak rzędem na drucie jaskółki

WejdŹ tam po cichu - niebieskie ręce
Może dla ciebie mają coś więcej

Bieszczadzkie anioły

sł A. Ziemianin, muz K. Myszkowski

Anioły są takie ciche a
Zwłaszcza te w Bieszczadach G
Gdy spotkasz takiego w górach a
Wiele z nim nie pogadasz e
Najwyżej na ucho ci powie CG
Gdy będzie w dobrym humorze CF
Że skrzydła nosi w plecaku CG
Nawet przy dobrej pogodzie aea

Anioły są całe zielone zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach
W zielone grają ukradkiem nawet karty mają zielone
Zielone mają pojęcie a nawet zielony kielonek

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły CGa
Dużo w was radości i dobrej pogody CGA
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię dotkną już jesteś ich bratem

Anioły są całkiem samotne zwłaszcza te w Bieszczadach
W kapliczkach zimą drzemią choć może im nie wypada
Czasem taki anioł samotny zapomni dokąd ma lecieć
I wtedy całe Bieszczady mają szaloną uciechę

Anioły...
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem

Anioły są wiecznie ulotne zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi po ich anielskich śladach
One nam przyzwalają i skrzydłem wskazują drogę
I wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień

Anioły...
Gdy skrzydłem cię musną już jesteś ich bratem

Zegarmistrz światła

sł i muz T. Woźniak

A kiedy przyjdzie także po mnie aG
Zegarmistrz światła purpurowy, Da
By mi zabełtać błękit w głowie CG
To będę jasny i gotowy. Da

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza,
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie na zawsze.

Modlitwa o wschodzie słońca

sł N. Tannenbaum, muz J. Kaczmarski

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy, DGDG
Przed mocą Twoja się ukorzę. DADA
Ale chroń mnie Panie od pogardy, DGDG
Przed nienawiścią strzeż mnie Boże. DADA

Wszak Tyś jest Niezmierzone Dobro
Którego nie wyrażą, słowa
Wiec mnie od nienawiści obron
I od pogardy mnie zachowaj.

Co postanowisz niech się ziści.
Niechaj się wola Twoja stanie
Ale zbaw mnie, od nienawiści,
Ocal mnie od pogardy, Panie.

Modlitwa wędrownego grajka

sł. J. Kasprowicz, muz. A. Mróz

Przy małej wiejskiej kapliczce dC
Stojącej wedle drogi Cd
Ukląkł rzępoląc na skrzypkach dC
Wędrowny grajek ubogi Cd
Od czasu do czasu grający
Bezzębne otwierał wargi
To przekomarzał się z Bogiem
To znów się korzył bez skargi

             Hej, Panie Boże, coś wielkim gC6
             Gazdą nad gazdami dd
             Po coś mi dał taką skrzypkę, CC
             Co jeno tumani i mami. dA7d

Spraw to, żebym na zawsze
Umiał dziękować ci Panie
Że sobie rzępolę jak mogę
Że daję-li co mnie stanie.
A jeszcze bardziej chroń mnie
I od najmniejszej zawiści
Że są na świecie grajkowie
Pełni szumniejszych liści.

Niechaj pomnę w mym życiu
Czy bliskim czy też dalekim
Żem człekiem jest przede wszystkim
I niczym więcej jak człekiem
Spraw w końcu by przy tej kapliczce
Obok tej wiejskiej drogi
Klękał i grywał na skrzypkach
Wędrowny grajek ubogi

W Bielicznej

słowa i muzyka: K. Kleszcz

Nad Bieliczną trawa aż po pas DADD
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach DGAA
Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek DGDG
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg. DAD

A w Bielicznej tylko cerkiew ukryta
W kępie drzew jak w zielonym kożuchu
W środku krzyczą świętokradcze napisy na ścianach
Poprzez sufit nieba sięga wzrok.

Tuż przy drodze czerwona poziomka
śpi głęboko spokojna o życie
Bo niczyja nie zerwie ją ręka
Tu w Bielicznej już nie mieszka przecież nikt.

Nad Bieliczną trawa aż po pas
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach
Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg.

Pieśń na wyjście

sł E. Stachura, muz K. Myszkowski

Idź człowieku, idź rozpowiedz a
Idźcie wszystkie stany d
Kolorowi, biali, czarni. E
Idźcie zwłaszcza wy ludkowie F G
Przez na oścież bramy. ae

Dla wszystkich starczy miejsca CGae
Pod wielkim dachem nieba CGae
Rozejdźcie się po drogach, Ce
Po łąkach, po rozłogach, a e
Po polach, błoniach i wygodach Ce
W blasku słońca w cieniu chmur ae

Rozejdźcie się po niżu. FG
Rozejdźcie się po wyżu. FG
Rozejdźcie się po płaskowyżu FG
W blasku słońca w cieniu chmur. ae

Dla wszystkich starczy miejsca Ceae
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi

Ballada o Cześku Piekarzu

Chleba takiego jak ten od Cześka
Nie kupisz nigdzie, nawet w Warszawie
Bo Czesiek - piekarz nie piekł lecz tworzył bochny
Jak z mąki słonecznej kołacze
Kłaniali mu się ludzie gdy wyjrzał przez okno
w kitlu, łyknąć powietrza
A kromkę masłem smarując każdy mówił
nad chleby ten chleb od Cześka

             Chleb się chlebie, chleb się chlebie
             Bo nad chleb być może co?
             Chleb się chlebie, chleb się chlebie
             Niech ci nigdy nie zabraknie
             Wody, drożdży, rąk i ziarna
             Mruczał Czesiek tak, noc w noc

A o porankach chlebem pachnących
Gdy pora idzie spać dla piekarzy
Zaczerwienione przecierał oczy Czesiek
I z dłutem siadał przy stole
Ciągle te same oczy i trochę
Za duży nos w drewnie cierpliwym
Pieściły ręce tysiące razy
W poranki swieżym chlebem pachnące.

Nikt takich słów jak miasto miastem
Nie znał, i źle się dzieje mówili
Na obraz czerniał Czesiek razowca
Kruszał podobnie bułce zleżałej
Gdy go znalezli na pasku z wojska
Dłuto jak w bochen wbite miał w garści
I nikt nie wiedział co Cześka wzięło
Lecz śpiewa każdy jak miasto miastem

Rzeka

sł.muz. W.Jarociński

Wsłuchany w twą cichą piosenkę
wyszedłem na brzeg pierwszy raz,
wiedziałem już rzeko, że kocham cię, rzeko,
że odtąd pójdę z tobą.

             O dobra rzeko, o mądra wodo,
             wiedziałaś gdzie stopy
             znużone prowadzić,
             gdy sił już było brak.

Wieże miast, łuny świateł
, ich oczy zszarzałe nie raz
witały mnie pustką, żegnały milczeniem,
gdym stał się twoim nurtem.

Po dziś dzień z tobą rzeko,
gdzież począł, gdzie kres dał ci Bóg,
ach życia mi zbraknie, by szlak twój przemierzyć,
by poznać twą melodię.

Piosenka bez tytułu

Adam Drąg

Popatrz niebo się kłania, niebo różowe
Wiatrem sypane w kolorze
Słońce przychodzi jak gość najlepszy
Wiatr się umila na wietrzyk

             Jeszcze się tyle stanie
             Jeszcze się tyle zmieni
             Rosną nam nowe twarze do słońca

Popatrz drzewo się czesze, drzewo olbrzymie
Po niebie gałęźmi wiatr pisze
Rzeka się śmieje dobrą nowiną
Wszystkie żale odpłyną

Polsko- ruska Madonna

Bez Jacka

Polsko-ruska Madonna
Polsko-starocerkiewna
Z gorejącego złota
Z żywego drewna, srebra

Bizantyjsko-słowiańska
W śnieżnobiałych sukienkach
Nie na bielonych płótnach
Na trumiennych, na trumiennych deskach

Nie bojarska, nie carska
Zasmucona, kamienna twarz
Nie bojarska, nie carska
Zasmucona, chłopska ikona

Poślę dziewczynie

Poślę dziewczynie torbę pomarańcz
Niechaj ich wielkie kuliste głowy
W jej drobnych dłoniach radośnie tańczą
Taniec ogniście pomarańczowy

Poślę dziewczynie kwiaty niedrogie
Co zapach ziemi płatkami kryją
Rosnące cicho na kopcach mogił
Takie nie swoje - jak ja niczyje

Poślę dziewczynie na liściach buka
Promienie słońca i wiatru zapach
Choć długo będę po górach szukał
Naniosę wreszcie je na liście mapy

Poślę dziewczynie ślad kół szeroki
Co się nie kończy i nie zaczyna
Odbity w kurzu spękanej drogi
Po której schodzi z gór biała zima

Poślę dziewczynie miłość do szlaków
Do gór połonin bacowych gadek
Poślę jej czerwień ze wszystkich maków
A później chyba już sam przyjadę

Naprawdę nie dzieje się nic

Grzegorz Turnau

Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę.

Słowo to zimny powiew
nagłego wiatru w przestworze;
może orzeźwi cię, ale
donikąd dojść nie pomoże.

             Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum,             
wódka w parku wypita albo zachód słońca,             
lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic             
i nie stanie się nic - aż do końca.


Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę.


Zaufaj tylko warg splotom,
bełkotom niezrozumiałym,
gestom w próżni zawisłym,
niedoskonałym.

Słonecznik

sł. K. Pichlak, muz. Wojciech Jarociński

Gdy zabraknie słów, wtedy dobrze mieć
Czarny łeb słonecznika, w ogniu dookoła

Zimne dłonie grzać, a słowom dać spać
Zanim znów ich nie przywołasz

Palce, palce, ziarna, ziarna, serce białe - dusza czarna
Ziarna, palce, twoje, moje, posplatane jak powoje

Męczyć się bez mąk, martwić się bez skarg
Czarny łeb słonecznika służy nam jak może

Wiewiórka/Palto

Bez Jacka

Śmiech ze łzami pomieszany
Ileż w tobie niepokoju
Znowu dziś na śnieg wybiegłaś
Weź przynajmniej palto swoje
Pyłem śnieżnym przyprószona
Natychmiast mi się wydałaś
Taka cicha i bezbronna
W wielkim świecie taka mała

             Zobacz - kończy się przedmieście
             Las wyrasta bezszelestnie
             W pstrych wiewiórek krzątaninie
             Palto, palto załóż wreszcie

Kto to widział tak po śniegu
W przedwieczornym mrozie biegać
W samym tylko cienkim swetrze
W samych lekkich pantofelkach
A już nogi ci się plączą
Włosy okrywają szronem
Pewnie jutro będziesz znowu
Znowu przeziębiona

Staniesz, oprzesz się o drzewo
Sen nadejdzie nieproszony
A las woła "palto"

Biedny Ktoś, smutny Nikt

Bez Jacka

Ktoś ma dziś serce chore
W tę zimną, nocną porę
Dyga spłoszona świeca
Wicher dmucha do pieca

Jęczy, płacze w kominie
Ten, co mu "Nikt" na imię
Ktoś jest zły, ktoś ma dosyć
A Nikt płacze po nocy

Źle komuś, źle Nikomu
W przestrzeni i w domu
Nikt gra na smętnym flecie
I myśli o zaświecie

Ten, kto chce zostać Nikim
Słucha jego muzyki
Słucha, potrząsa głową
Odkłada broń gotową.

Nuta z Ponidzia

sł i muz W. Bellon

a F G C7+
Polami, polami, po miedzach, po miedzach
d7 G C7+
Po błocku skisłym w mgłę i wiatr
E7
Nie za szybko, kroki drobiąc
a G6 F7+ G
Idzie wiosna, idzie nam
a G eE a FE aFE
Idzie wiosna, idzie nam

Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną
Przykryła błota bury błam
Pachnie ziemia ciałem młodym
Póki wiosna, póki trwa

Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
Zbarwiały łąki niczym kram
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa

Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe
Prężysz się jak do słońca kot
Rozciągnięte po tych polach h7 E7
Lichych lasach, pstrych łozinach h7 E7
Skałkach w słońcu rozognionych h7 E7
Nidą w łąkach roziskrzoną h7 E7
Na Ponidziu wiosna trwa a G6 F7+ G [x2]
Na Ponidziu a G F a

Ponidzie

C a F G
Miłkiem wyzłocony kraj,
Wstęgą Nidy przekreślony
Na szlak wzywa,wzywa nas,
Dźwiękiem wiślickiego dzwonu

             d C
             W srebrnoświtych łąk morze, W mrocze średniowiecza
             d G
             W pola gdzie słońce orze z ranka po odwieczeż
             d C
             W żar od od słońca odbity, w różnokwietną pożogę
             d G C
             Wrócisz wiedziony świtem
             d C d G C CaFG
             Wrócisz wiedziony zmrokiem ... zmrokiem

Niebo przesłonięte trzcin,
Tańcem z wiatrem zarzeczonym
W niebie kolegiaty klin,
Dzieli świat na cztery strony

Dyptam chwyta ptasi krzyk,
Babie lato wiążąc w sieci
Snuje się po polach dym,
Nadnidziański sen o lecie

Polanka

sł Z Stefański, muz Z Stefański, J Chrząstek

Liście zielenią zagra nam wiatr Aga
A śpiewność ptaków tylko prawdę powie FE
Choć niepojęty ten cały świat aGa
Choć nam nie wszystko chce zmieścić się w głowie FEFE

             To - zatańcz ze mną na polanie aGa
             Ot tak, po prostu GFE
             To - zatańcz ze mną na polanie aGa
             Choć raz prawdziwie G
             Zatańcz ze mną sobie FEa

Spójrz drzewa takie są uśmiechnięte
A trawa oświadcza się kwiatom
Choć nienazwane to piękno przepiękne
Oddają się wszystkie nie biorąc nic za to

Drzewa co szepcą coś ciągle śpiewają
I pełno w ich szumie jest twojej piękności
I choć troszeczkę o jesień się boją
To i tak las jest pełen naszej miłości

Piosenka o zajączku

sł i muz W. Bellon

Mam mało czasu tak mało jak piachu GFCG
W dziecięcej garści nad rzeką DAG
Zwieram powieki zatrzymać obraz
Co z moich wspomnień ucieka

             Bledną kolory i płynie GDF
             Płynie rzeka po szarej łące CG
             I płynie, płynie nie realniejąc DF
             Rzeką zielony zajączek Ce

Biegnę wciąż biegnę przed siebie w siebie
Tęczę rozgarniam rękami
Letnim upałem wytrzeć do sucha
Spotniałą wilgotną pamięć

Rzeki jaszczurka na trawie się wije
Słońce się chyli zrudziałe
Wieczną zieloność zachować w oczach
Tak wiele pragnę tak mało

Bledną wspomnienia i płynie rzeka
Bez końca i bez początku
Nasyć me oczy kolorem rosy
I drzwi mi otwórz zajączku

Gór mi mało

sł. Tomek Borkowski, muz. W. Szymański

Drogi mistrzu, mistrzu mojej drogi C G
Mistrzu Jerzy, mistrzu Wojciechu dG
Przez was w górach schodziłem nogi CG
Nie mogąc złapać oddechu dG

Gór co stoją nigdy nie dogonię
Znikających punktów na mapie
Jakie miejsce nazwę swym domem
Jakim dotrę do niego szlakiem

             Gór mi mało i trzeba mi więcej C G
             Żeby przetrwać od zimy do zimy a e
             Ktoś mnie skazał na wieczną wędrówkę F C
             Po śladach, które sam zostawiłem d G
             Góry, góry i ciągle mi nie dość
             Skazanemu na gór dożywocie
             Świat na dobre mi zbieszczadział
             Szczyty wolnym mijają mnie krokiem

Pańscy święci, święci bezpańscy
Święty Jerzy, Mikołaju, Michale
Starodawni gór święci mieszkańcy
Imię wasze pieśniami wychwalam

Gór co stoją nigdy nie dogonię
Znikających punktów na mapie
I chaty, by nazwać ją swym domem
Do której żaden szlak by nie trafił

Zapiszę śniegiem w kominie

sł i muz R. Kasprzycki

A jeśli zabraknie na koncie pieniędzy DAGD
I w kącie zagnieździ się bieda DAGG
Po rozum do głowy pobiegnę niech powie
Co sprzedać by siebie nie sprzedać

             Zapiszę śniegiem w kominie DA
             Zaplotę z dymu warkoczyk h fis
             I zanim zima z gór spłynie – wrócę GDA
             Zapiszę śniegiem w kominie
             Warkoczyk z dymu zaplotę
             I zanim zima z gór spłynie - wrócę
             I będę z powrotem GDA

A jeśli nie znajdę w swej głowie rozumu
To paszport odnajdę w szufladzie
Zapytam go może on pewnie pomoże
Poradzi jak sobie poradzić

A jeśli zabraknie Ci w sercu nadziei
Bo powrót jest zawsze daleko
Przypomnij te słowa zaśpiewaj od nowa
Bym wiedział, że ktoś na mnie czeka

             Zapiszę........... i zawsze już będę z powrotem

Leluchów

sł A. Ziemianin muz K. Myszkowski

Wyjedź ze mną dziś jeszcze aCG
Przecież blisko jest dworzec aCG
Wyjedź ze mną natychmiast aCG
Tylko to nam pomoże aCD7

             W Leluchowie, miła G
             Czereśnie dziko krwawią CG
             Tam granicy pilnuje C
             Całkiem wesoły anioł GaD7
             W Leluchowie - miła G
             Zaczyna się koniec świata CG
             Tam anioł traci głowę CG
             Z brzozami się brata aCG

Wyjedź ze mną do lata
Przecież jeszcze nie koniec
Schowaj trochę uśmiechu
Na naszą wspólną drogę

Kiedy będziesz już ze mną
To nikomu nie powiem
Że szczęśliwi byliśmy
Kiedyś w Leluchowie

Zwiewność

sł B. Leśmian, muz T. Stefański

Brzęk muchy w pustym dzbanie co stoi na półce a
Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce G
Cień ręki na murawie, a wszystko niczyje F
Ledwo się zazieleni już ufa że żyje. E

             A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża
             Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza
             A jest go tak niewiele, że mniej niż niebiesko
             Nic prócz tła biały obłok z liliową przekreską

W dal świata w ślepiach wróbla, spotkanie traw z ciałem
Szmery w studni, ja w lesie, byłeś mgłą - bywałem
Usta twoje w alei, świt nad groblą we młynie
Słońce w bramie na oścież, zgon pszczół w koniczynie.

Chód po ziemi człowieka co na widnokresie
Malejąc mało zwiewną gęstwę ciała niesie
I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila
I wyziera z tej gęstwy w świat i na motyla.

Zostanie tyle gór

sł. J. Harasymowicz muz W. Szymański

             Zostanie tyle gór ile udźwignąłem na plecach e C
             Zostanie tyle drzew ile narysowało pióro GD
ACe

Tak gotowym trzeba
Być do każdej ludzkiej podróży
Tak zdecydują w niebie
Lub serce nie zechce już służyć

Ja tylko zniknę wtedy
W starym lesie bukowym
Tak jakbym wrócił do siebie
Po prostu wrócę do domu

I wszystko tam będzie jak w życiu
I stół i krzesła i buty
Te same nieporuszone
Na niebie zostaną góry

Tylko ludzi nie będzie
Tych co najbardziej kocham
Czasem we śnie ukradkiem
Zamienią ze mną dwa słowa

Będą leciały stadem liście
Duszyczki i szepty ich w lesie
Będzie tak wielki i świsty
Rok cały będzie tam jesień

Miła

sł M. Miklaszewska, muz K. Kryl

Szczur kończy gulasz mdły e
Już pora wyjść z kantyny e
Karcianej zapis gry H7
Na liście od dziewczyny H7
Przed nami długa noc a
Ruszamy jutro z rana a
Pod szary wpełzasz koc G
Co skrywa grzech Onana H7

             Miła, nie przychodź na wołanie. e a
             Miła, wojenka moja pani e a
             Z nią się kochać chcę GDe
             Gdy w nocy się budzę aH7
             Miła, Twą postać widzę we śnie. e a
             Miła, dojrzałe dwie czereśnie e a
             Weźmiesz z dłoni mej GDe
             Gdy kiedyś powrócę. aH7

Dwadzieścia prawie lat i znaczek w czapkę wpięty.
Papieros w kącie warg niedbale uśmiechniętych.
Obija się o bok nabite parabellum.
Śpiewamy idąc w krok dwa kroki od burdelu.

Już dojadł resztki szczur, do koszar powracamy.
Na ścianach latryn wzór z napisów nie dla damy.
Na sen nam czasu brak, kostucha kości liczy.
Pijani w drobny mak walimy się na prycze.

Nie rozdziobią nas kruki

sł. E. Stachura, muz. K. Myszkowski

D G0 h G
Nie rozdziobią nas kruki
Fis e A74
Ni wrony, ani nic
D G0 h G
Nie rozszarpią na sztuki
D A G
Poezji wściekłe kły

             Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo
             G D A
             Niechybnie brakuje tam nas
             Fis h
             Od stania w miejscu niejeden już zginął
             G D A D
             Niejeden zginął już kwiat

Nie omami nas forsa
Ni sławy pusty dźwięk
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren

Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś
Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo

Piosenka o szabli

Niech w księgach wiedzy szpera rabin dCd
Nauka to jest wymysł diabli dCA7
Mądrością moją jest karabin FCg
I klinga ukochanej szabli A7 d

Nie dbam o szarżę ni o gwiazdkę
Co kiedyś mi przystroją kołnierz
Wy piszcie klechdy i powiastki
Ja biję się jak musi żołnierz.

Nie tęsknię do kawiarni gwarnej
Gdzie mieszka banda dziwolągów
Gardzę zapachem buduarów
Gdzie Ania psoci wśród szezlongów.

Nie nęcą, mnie zalety babin
Kobieta zdradna, bierz ją diabli
Kochanką moją jest karabin
I klinga ukochanej szabli.

Niejeden wróg miał na mnie chrapkę
A teraz jęczy w piekle na dnie
Ze śmiercią igram w ciuciubabkę
Więc może wkrótce mnie dopadnie.

Ksiądz niech mnie grzebie albo rabin
Żołnierza się nie czepią diabli
Lecz w grób połóżcie mi karabin
I klingę ukochanej szabli.

Burza

sł i muz. M. Służała

Znów chmury zmęczone przysiadły na grani.
Ciężkimi brzuchami pieszczą górskie grzbiety.
Już drzewa jęknęły smagnięte wichrami
I trawy przerażone knują głośne szepty.

Umilkły już ptaki, w gniazdach cicho siedzą.
Świat czeka w napięciu, z licem pociemniałym.
Zbudziły się biesy, z driadami tańczą.
Już błysk srebrnej nici zalśnił oniemiały.

Pierwsze ciężkie krople dopadły już ziemi,
Jak ślepi młocarze, chcą powalić wszystko.
Już strumienie wody leją się za nimi,
Szumiąc potokami, spływają z gór szybko.

Nowa, srebrna nić przecięła czerń nieba.
Echo przerażone, ryczy dzikim grzmotem.
Drzewa w wiatru graniu szamoczą się z deszczem,
Jak rycerze antyczni zmagając się z sobą.

Jak turkot karety znów grzmot się przewalił
I znów atakują kropli ciężkich fale,
A te co dopadły, straciwszy swą siłę
Strumieniem wezbranym w dół odpływają.

I fala za falą i w dół jak lawina.
Lecz sił już nie starcza, ni kroplom, ni wiatrom.
I nagle blask słońca przez chmury przenika.
I tęcza w deszczowych drobinkach, jak flaga.

I cisza, i spokój, i znów świergot ptaka.
I słońce szaleje wśród zroszonej trawy.
I drzewa, co z włosów wytrzepują krople.
I wszystko się cieszy po deszczowej kurzawie...

Piosenka turystyczna I

sł i muz K. Jurkiewicz, M. Kamper

Szliśmy tak już chyba szósty dzień, DG
Przed nami stoi szczyt - cel naszej drogi. GD
Szliśmy tak już chyba szósty dzień, DG
po bokach wysychały siana stogi... GD
Ani świeci słońce, ani pada deszcz, eGD
W tym roku góry jakieś takie... GAD

Szliśmy tak już chyba szósty dzień,
Aż Kapeć powiedział:
Czas w doliny nam wyruszyć!
Może napotkamy jakiś sklep
I parę flaszek piwa uda się wysuszyć...
A tam było jak w raju:
O której byś nie przyszedł zawsze piwo dają.

Szliśmy tak już chyba szósty dzień,
A w każdej knajpie tak co najmniej cztery piwa.
Za oknami ciągle sterczy szczyt,
A drogi jakoś wcale nie ubywa.
Piwo albo góry - powiedziałem, eGD
Odpowiedział: Oczywiście, góry, GD
Kelner! Jeszcze cztery piwa! GAD
Ani świeci słońce, ani pada deszcz,
W tym roku góry jakieś takie...

Piosenka turystyczna II

sł, muz K. Jurkiewicz, M. Kamper

Gdy na rajd wyruszaliśmy, wszyscy byli dobrej myśli, eD
Buty mocno zawiązali i plecaki zarzucili. CDe
Pomyśleli, jak to fajnie będzie siedzieć przy ognisku, eD
Gdy na las się kładą cienie, a nad głową iskra błyska. CDe
Kilometry już za nami, a przed nami zachód słońca, GD
Echo niesie nad górami pieśń radosną, pieśń bez końca: eDe
La la la la la, lalalalalala la la! eDe

Góry stały ponad nami całe w niebie postrzępionym,
Las zielony, w nim po pępki banie cerkwi zanurzone.
Rozbiliśmy swe namioty zaraz obok, przy potoku,
Rozpaliło się ognisko, dym zakręcił łezkę w oku.
Kilometry już za nami, a przed nami zachód słońca,
Echo niesie nad górami pieśń radosną, pieśń bez końca:
La la la la la, lalalalalala la la!

A wieczorem, z pierwszą gwiazdką, wystrzeliły z bełtów korki,
Kwaśno - cierpkim smakiem wina przełamaliśmy bariery
Między nami, a pewnymi dziewczętami, co w namiocie obok
Miały swoje leża i nie były nawet brzydkie.
Pierwsze lody już za nami, a przed nami ranek blady,
Ech niesie nad górami zew miłosnej serenady:
La la la la la, lalalalalala la la!

Kiedy się obudziliśmy było dobrze już południe
Potok toczył za namiotem swoje wody porywiste.
Gdy mnie dzisiaj ze snu budzi dziecka płacz, a żona nęka,
"Podziękować" chcę Stachurze i Krzysiowi Myszkowskiemu...
La la la la la, lalalalalala la la!

Ballada o Świętym Mikołaju

sł i muz A. Wierzbicki

W rozstrzelonej chacie aGEE
Rozpaliłem ogień aGaa
Z rozwalonych pieców aGEE
Pieśni wyniosłem węgle. dEaa
Naciągnąłem na drzazgi gontów aC
Błękitną płachtę nieba GE
Będę malować od nowa adaEa
Wioskę w dolinie. aEa

             Święty Mikołaju - opowiedz jak to było, CGCE7
             Jakie pieśni śpiewano ? adaEa
             Gdzie się pasły konie ? dEa

A on nie chce gadać ze mną po polsku,
Z wypalonych źrenic tylko deszcze płyną.
Hej ślepcze! Nauczę swoje dziecko po łemkowsku
Będziecie razem żebrać w malowanych wioskach.

Pejzaże harasymowiczowskie

sł. i muz. W. Bellon

Kiedy stałem w przedświcie, a Synaj GD
Prawdę głosił przez trąby wiatru Ce
Zasmreczyły się chmury igliwiem GD
Bure świerki o góry wsparte eCD
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc pieśni w warkocze bukowe
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę Lackowej

             I był Beskid i były słowa GCGG
             Zanurzone po pępki w cerkwi baniach GCD
             Rozłożyście złotych D
             Smagających się wiatrem do krwi CDGG

Moje myśli biegały końmi po niebieskich mokrych połoninach
I modliłem się złożywszy dłonie do gór, do Madonny brunatnolicej
A gdy serce kroplami tęsknoty jęło spadać na góry sine
Czarodziejskim kwiatem paproci rozgwieździła się Bukowina

Piosenka dla Wojtka Bellona

sł A. Kiełb, muz K. Myszkowski

Powiedz dokąd znów wędrujesz? DGD
Czy daleko jest twój sad? DGD
Hen w krainy buczynowe CGD
Ze mną tam układa pieśni wiatr CGD
Hen w krainy buczynowe eGD
Ze mną tam nikogo tylko wiatr eGD

Zmierzchy grają a przestrzenie
Własny mi podają dźwięk
Takie śpiewy z nimi lub milczenie
W którym znika każdy dawny lęk
W takich śpiewach lub milczeniu
W szumie świętych buków zginął lęk

Zaszumiały cię powietrza
I ruszyłeś sam na szlak
Ten ostatni, ten najlepszy
Przyszedł czas, Pan dał ci znak
Ten ostatni, ten najlepszy
Przyszedł czas, Pan dał ci znak

Bez słów

sł i muz W. Bellon

Chodzą ulicami ludzie GD
Maj przechodzą, lipiec, grudzień eh
Zagubieni wśród ulic bram CGDD
Przemarznięte grzeją dłonie GD
Dokądś pędzą za czymś gonią eh
I budują wciąż domki z kart CGDD

             A tam w mech odziany kamień CG
             Tam zaduma w wiatru graniu CG
             Tam powietrze ma inny smak CGDD
             Porzuć kroków rytm na bruku CG
             Spróbuj znajdziesz jeśli szukasz CG
             Zechcesz nowy świat własny świat CGDD

Płyną ludzie miastem szarzy
Pozbawieni złudzeń marzeń
Omijają wciąż główny nurt
Kryją się w swych norach krecich
I śnić nawet o karecie
Co lśni złotem nie potrafią już

Żyją ludzie asfalt depczą
Nikt nie krzyknie każdy szepcze
Drzwi zamknięte zaklepany krąg
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk

Ocean

sł i muz M. Hrynkiewicz

Oceanie sinowłosy AG
Białe statki ku mnie wyślij DA
Dwa kamyki moje myśli AG
Na otwartych dłoniach niosę DA
Daj mi miejsce w głębi morza AE
Szczyptę lądu, szczyptę skały GD
Tu zbuduję zamek biały, AG
Tutaj gniazdo swe założę DA

Gdzieś daleko w stu stolicach żyją ludzie biją dzwony
Niezliczone bataliony przyczajone na granicach
Marszałkowie szklanoocy palą owce i dziewczęta
Kto o kwiatach dziś pamięta, szumią giełdy w głębi noc

W głębi morza zabłąkany nie chcę nic o ludziach słyszeć
Biały kolor, kolor ciszy w moim zamku białe ściany
W moim zamku gdzieś w ogrodzie
Będę czytał wschodnie baśnie
Zanim słońce w morzu zgaśnie, żeby z morza powstać co dzień

A gdy ludzie wypełnieni nienawiścią w jednej chwili
Zniszczą wszystko co stworzyli
Wielkim ogniem z wnętrza ziemi
Znikną lądy, zniknie morze, nie wie nikt co będzie potem
W białych światach ja z powrotem w łonie matki się ułożę

Jesienne wino

sł i muz A. Koczewski

Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta eDeD
Pod jesień było, czas złotych liści nastał. eDG
W kieszeni worek srebra, czas do domu. aGDe
Wtem za plecami woła głos: DCeDeD

             Usiądź razem ze mną eG
             Spróbuj mego wina DG
             Z czereśni, wiśni - resztek lata aG
             Choć jesień się zaczyna. DC
             Tyle tej jesieni eG
             Jeszcze jest przed nami DG
             Zdążysz wrócić do domu aG
             Nim noc zawita nad drogami - hej. DCeDeD

Słońce stało w zenicie, bił południowy żar
A w gardle kurs przebytych dróg
Co tam - spocznę chwilę przecież nie z aszkodzi
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam
a ona kusi:

Zbudziłem się w czerwieniach zachodu
Pod starą karczmą co rynek zamyka
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi
Zostało pragnienie i tępy głowy ból
i pamięć jej słów:

Opadły mgły

sł E Stachura, muz K Myszkowski

Opadły mgły i miasto ze snu się budzi, C F
Górą czmycha już noc C G
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił
Do gwiazd jest bliżej niż krok
Pies się włóczy popod murami bezdomny
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy
Toczy, toczy się los
Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
Już dość, już dość, już dość
Odpędź czarne myśli, dość już twoich łez
Niech to wszystko przepadnie we mgle
Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień

Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża
Uchodzą cienie do bram
Ciągną swoje wózki-dwukółki mleczarze
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń

A Ziemia toczy, toczy swój garb uroczy,
Toczy, toczy się los
Ty, co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
Już dość, już dość, już dość
Odpędź czarne myśli, porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc
Bo nowy dzień wstaje, bo nowy dzień wstaje. Nowy dzień

Gloria

sł E Stachura, muz K Myszkowski

Chwała najsampierw komu GE
Komu gloria na wysokościach GaCDGG7
Chwała najsampierw tobie CD
Trawo przychylna każdemu E
Kraino na dół od Edenu CDC
Gloria! Gloria! DG

Chwała tobie, słońce
Odyńcu ty samotny
Co wstajesz rano z trzęsawisk nocnych
I w górę bieżysz, w niebo sam się wzbijasz
I chmury czarne białym kłem przebijasz
I to wszystko bezkrwawo, brawo, brawo
I to wszystko złociście, i nikogo nie boli
Gloria! Gloria in excelsis soli!

Z słońcem pochwalonym teraz pędźmy razem
Na nim, na odyńcu galopujmy dalej
Chwała tobie, wietrze
Wieczny ty młodziku
Sieroto świata, ulubieńcze losu
Od złego ratuj i kąkoli w zbożu
Łagodnie kołysz tych, co są na morzu
Gloria! Gloria, in excelsis soli!

Z wiatrem pochwalonym teraz pędźmy razem
Na nim, na koniku galopujmy polem
Chwała wam ptaszki śpiewające
Chwała wam ryby pluskające
Chwała wam zające na łące
Zakochane w biedronce
Chwała wam zimy, wiosny, lata i jesienie
Chwała temu, co bez gniewu idzie
Poprzez śniegi, deszcze, blaski oraz cienie
W piersi pod koszulą całe jego mienie
Gloria! Gloria!

Bellonika z miastem

sł i muz K Jurkiewicz

Która to znów piosenka, dla której Joanny... CGFC
Za oknem pierwszy tramwaj oddzwonił nowy dzień. aD7FG
Która to noc bezsenna, która kartka biała CGFC
Na wątłym płatku niesie jak ołów ciężką treść. aD7FG

             Za oknem wielkiego miasta szum CG
             I uciec by się chciało, FC
             W ramionach twoich, jak w górach, aD7
             Bezpiecznie schronić się. FG
             Za oknem wielkiego miasta chłód CG
             I tylko twoje ciało FC
             W półmroku obiecuje aD7
             Bezpieczny, ciepły sen. FG

Która to znowu wojna, za jaką znów sprawę,
Co nic nam nie przyniesie, prócz paru smutnych dat?
Która to noc bezsenna, prześcieradło blade...
Całując twoje włosy powoli zmieniam świat..

We wtorek w schronisku po sezonie

sł W. Buchcic, muz R. Pomorski

Złotym kobiercem wymoszczone góry - C F C
Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem. C d G G7
Buki czerwienią zabarwiły chmury, C F E a
Z latem się złotym właśnie pożegnałem... F G C

             We wtorek w schronisku po sezonie - C F G C
             W doliny wczoraj zszedł ostatni gość... a D G G7
             Za oknem plucha, kubek parzy dłonie C F E a
             I tej herbaty i tych gór mam dość. F G C

Szaruga niebo powoli zasnuwa,
Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści.
Pod wiatr, pod górę znowu sam zasuwam -
Może w schronisku spotkam kogoś z bliskich.

Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić,
A czas sobie płynie wolno - pantha rhei...
Do siebie tylko już nie umiem trafić -
Kochać to więcej z siebie dać, czy mniej?

U studni

sł. A. Ziemianin, muz. K. Myszkowski

Spotkamy się kiedyś u studni
Wkoło będzie zielono
Nasze żony będą odświętne
Nawet wódkę wypić pozwolą
Spotkamy się kiedyś u studni
Takiej zwykłej - z kołowrotem
Woda w niej będzie chłodna
W świat uwierzymy z powrotem
Spotkamy się u studni
Być może że na drugim świecie
Bóg przecież jest łaskawy
I pewnie da nam tę pociechę

Spotkamy się kiedyś u studni
Z wiecznie żywą wodą
Bellona też zaprosimy
On przecież będzie polewał
Spotkamy się u studni
I będziemy znów tacy młodzi
Nasze żony będą piękne
Nam wódka nie będzie szkodzić

Jesienna zaduma

sł. J. Harasymowicz, muz. E. Adamiak

Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowa jak za chleb

             Rzeczywiście tak jak księżyc
             Ludzie znają mnie tylko z jednej
             Jesiennej strony

Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem

Ballada o krzyżowcu

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia
Dokąd pędzisz w stal odziany ?
Pewnie tam, gdzie błyszczą w dali
Jeruzalem białe ściany.
Myślisz pewnie ze w świątyni
Zniewolony Pan twój czeka,
Abyś przyszedł Go ocalić,
Abyś przybył doń z daleka.

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia,
Byłem dzisiaj w Jeruzalem.
Przemierzałem puste sale,
Pana twego nie widziałem.
Pan opuścił święte miasto
Przed minutą, przed godziną,
W chłodnym gaju na pustyni
Z Mahometem pije wino.

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia,
Chcesz oblegać Jeruzalem,
Strzegą go wysokie wieże,
Strzegą go Mahometanie.
Pan opuścił święte miasto,
Na nic poświęcenie twoje,
Po co burzyć białe mury,
Po co ludzi niepokoić.

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia,
Porzuć walkę niepotrzebną,
Porzuć miecz i włócznię swoja,
I jedź ze mną i jedź ze mną.
Bo gdy drogą ku północy
Podążają hufce ludne,
Ja podnoszę dumnie głowę
I odjeżdżam na południe

Jeszcze nie czas

Wieczór w granatowym swym płaszczu
Gwiazdy już pozapalał.
Z kątów wyłażą zrudziałe smutki,
A my gramy na swych gitarach.

Ciche nutki zbieramy,
By grały nam razem do taktu,
Niebieskie myśli odganiamy
Bo przecież - jeszcze nie czas.

             Jeszcze nie czas
             swe marzenia do walizek kłaść
             Jeszcze nie czas
             by piosenki nasze śpiewał tylko wiatr
             Jeszcze nie czas
             by gitary spały na dnie szaf
             Póki tyle jest muzyki jeszcze w nas.

A kiedy zabraknie przyjaciół
By wieczór przegadać do rana
To przecież masz jeszcze swoją gitarę,
Strun kilka, melodii parę.

Gdy piasek nie chce się sypać
Pod oczy i do snu zaprosić
To trzeba gdzieś odejść, by dłużej nie płakać,
Smutku w swym sercu nie nosić.

Nocna piosenka o mieście

WGB

W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem powstaje
Nad rybną studnią bez dna

Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach, zasiedli na ławkach
Ludzie, co twarze dniem umęczone
Pod lipiec kładą i zmrok
Pod lipiec kładą i zmrok

Nie śpię, bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę, co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I idę do nocy naprzeciw
Bo wokół cisza i noc

Czekam, aż neon przytłumi
Rozmyta latarnia dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludźmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia

W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem powstaje
Nad rybną studnią bez dna

Scarlett

sł A Bacińska, muz L Luther

W Atlancie szał tysięcy młodych nóg
Generał Lee podnosi w górę rękę
Jankesom śmierć - tak nam dopomóż Bóg
Na dworcu tłok, sztandary i kobiety
Pociągi pełne chłopców żądnych krwi
W kwietniowym słońcu błyszczą epolety
Wiwat południe! Wiwat stary Lee!

             Scarlet, czemu słowa takie zimne
             Jakby w gardle okruch lodu stał
             Scarlet, wojna nie jest dla dziewczynek
             Które nie potrafią grać vabank

Jesienne słońce w epoletach lśni
Generał Lee dochodzi do Missouri
Do Pensylwanii wkracza stary Lee
Artyleryjski ogień wkrótce zdławi
Jankeskie szczury w górach Tenesse
Zwycięstwa Bóg Atlantę błogosławi
Wiwat południe! Wiwat stary Lee!

W krwi południowej tonie miasta próg
Jankeskie psy nie wejdą do Atlanty
Jankesom śmierć - tak nam dopomóż Bóg
Płonie Atlanta w ogniu oszalałym
Sztandar obłażą wygłodniałe wszy
Gwardia opuszcza miasto osłupiałe
Znak krzyża szablą kreśli stary Lee

             Scarlet, on powtarza twoje imię
             Czując w ustach prochu smak
             Scarlet, miłość nie jest dla dziewczynek
             Które nie potrafią grać vabank

Wiatr i chmura

sł i muz W. Chyliński

Wiatr przystojny w garniturze
chce podobać się złej chmurze
Chmura w złości deszczem go przepędza
Wiatr się schował w jakimś oknie
jest szczęśliwy, że nie moknie
A miał przecież chmurze być za męża

             Lecz nie jest źle, mogło być gorzej
             Czasem w życiu zdarza się pechowy dzień

Wiatr szczęśliwy w wolnym stanie
zawsze stać go na zawianie
Zawsze stać go na samotny spacer
A niejedna chmura teraz
kocha, cierpi i umiera
Mówiąc: "Wietrze, mogło być inaczej!"

Beskid

sł i muz A. Wierzbicki

A w Beskidzie rozzłocony buk
A w Beskidzie rozzłocony buk
Będę chodził bukowiną z dłutem w ręku
By w dziewczęcych twarzach uśmiech rzeźbić
Niech nie płaczą już
Niech się cieszą po kapliczkach moich dróg

             Beskidzie, malowany cerkiewny dach
             Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach
             Tutaj wracam gdy ruda jesień
             Na przełęcze swój tobół niesie
             Słucham bicia dzwonów w przedwieczorny czas
             Beskidzie, malowany wiatrami dom
             Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią
             Kiedy krzyczę w jesienną ciszę
             Kiedy wiatrem szeleszczą liście
             Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk
             Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk

A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził z nim poddaszem gór
By zerwanych marzeń struny
Przywiązywać niespokojnym dłoniom drzew
Niech mi grają na rozstajach moich dróg

Kiedy goral umiera

Kiedy góral umiera to góry z żalu sine
Pochylają nad nim głowy jak nad swoim synem
Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową
A on długo sposobi się przed ostatnią drogą

             Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona
             Niech na miękkim z mchu posłaniu cichuteńko skonam
             Wietrze mój, halny wietrze, powiej ku północy
             Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy
             Bym mógł w ziemię wrosnąć, strzelić potem do słońca smreczyn
             I na zawsze szumieć już nad moją dziedziną

Kiedy góral już umrze to dzwony mu nie grają
Cicho wspina się pod bramy góralskiego raju
Tylko strumień na kamieniu żałobną nutę składa
Tylko nocka chmurooka górom opowiada

Kiedy góral umiera to nikt nad nim nie płacze
Siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze
Oczy jeszcze raz podniesie wysoko do nieba
By pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać

A gdy góral już umrze to nikt nie składa baśni
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka zgaśnie
Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie
By na zawsze już mógł zostać pod góralskim niebem

"Turystyczną pieśń stara", czyli "Rozmyślania nad wodospadem", "Idę dołem a Ty górą", albo "Łemata"

Pamiętam tylko tabun chmur się rozwinął
I cichy wiatr wiejący ku połoninom
I twardy jak kamień plecak pod moją głową
I czyjaś postać co okazała się tobą

             Idę dołem a ty górą
             Jestem słońcem ty wichurą
             Ogniem ja, wodą ty
             Śmiechem ja, ty ronisz łzy

Byłaś jak wielkie światło w te smutną noc
Jak wielkie szczęście co zesłał mi los
Lecz nie na długo było cieszyć się nam
Te kłotnie bez sensu, skąd jak to znam

I tłumaczyłem jej jak naprawdę jest
Że mam swój świat a w nim setki swoich spraw
A moje gwiazdy to z daleka do mnie lśnią
I smiechem i łzami witają mój bukowy dom

I tłumaczyłem jej jak naprawdę jest
Źa mam swój fiat a nim setki fabrycznych wad
A moje światła to z daleka do mnie lśnia
I snopem światła witają mój betonowy dom

I czas zakończyć rozważania te
Przy wodospadzie, tam gdzie słychać śpiew
W zródlanej wodzie czas zanużyć dłoń
Już żegnam was i już odchodzę stąd

Przerwa w podróży

sł i muz A. Wierzbicki

Przy piwie w karczmie w Limanowej
Zapatrzeni w siwe mgły jesienne
Czekaliśmy na autobusowe
Ostatnie lata połączenie
Buk przez okno złoty talar rzucił
Słońce na obrusie
Od dziewczyny przy barze pożyczyłem uśmiech
Oddam w autobusie

             A po lesie wiatr, a po lesie wiatr
             Rwie na strzępy pajęczyny nić
             A po polu wiatr, a po polu wiatr
             Rozsypuje kopce siana w pył
             Do puszystych traw się tuli
                          skrada się do pustych ptasich gniazd
             Po strumieniach z wodą śpiewa
             Lekkomyślny wiatr

Wpatrzeni w okno milczeliśmy wszyscy
Nikt nie przerywał nam czekania
Nawet gitary zacisnęły zęby
Wiedziały - już nie będzie grania
Oczy dziewczyny szeptały - zostań
Czas się zatrzymał w Limanowej
Oddałem uśmiech, przewróciłem kufel
Na stole talar spał

Tęsknica

sł i muz A. Wierzbicki

Na przełęczy przysiadł wrzesień
Śmieje się ukradkiem
Skrzydłem kruka włosy czesze
Rozczochranym wiatrom
Buczynie jej wargi sine
Maluje czerwienią
I korale jarzębinie
W bańki cerkwi leje

             Do gór, do beskidzkich gór
             Zawracamy kroki
             Przez równin zielony mur
             Dolin rzecznych krocie
             Do gór, do beskidzkich gór
             Zawracamy oczy
             By dojrzeć w buczyny pniach
             Madonn twarze złote

Mgły strącając po dolinach
Jesień wozem jedzie
Znarowione konie spina
Worek chleba wiezie
I naszym wołaniem
Zmęczona odchodzi
Tylko echo wyprowadza
Na rozstajne drogi